środa, 18 lutego 2015

Moc siniaków!

          Wiecie kiedy czułam, że żyję?  Około dwóch lat temu wracając z 1,5 godzinnych treningów piłki ręcznej. Cała poobijana, zmęczona, ale szczęśliwa! Punkt kulminacyjny był wtedy, kiedy na obiad nie było nic ciekawego/resztki, taki wiecie... zjeść bo zjeść. A naprawdę chciało mi się wtedy jeść! No, ale cóż zrobić, zawsze trzeba było sobie jakoś radzić. Pamiętam te wyciągnięte nogi przed TV i jedzenie (prawie błogosławiąc) tego obiadu. :) Szczególnie, kiedy było coś dobrego.
 Niestety - właśnie około 2 lat temu skończyła się jakaś era! :D Była to naprawdę coś pięknego. Znajdowałam czas, siłę, chęci, pokonywałam ból mięśni, siniaki mnie śmieszyły i praktycznie "leciałam" na halę.
          Wspomnienia wróciły na wf-ie. Niesamowite, że wystarczają tylko Mistrzostwa Świata w danej dyscyplinie i dobry wynik Polski, żeby ludzie zaczęli lubić daną dyscyplinę. :)  I zaczęliśmy grać na wychowaniu fizycznym. Jako, że przyszedł kolega z starszej klasy, który gra w klubie, w którym i ja ćwiczyłam także naprawdę poczułam jego rzuty. Miał bezcenną minę, kiedy kilka razy nie trafił. No cóż, jako bramkarka przyzwyczaiłam się, że piłki nie należy się bać.  A on został przeświadczony w tym, że uczniowie mojej szkoły odsuwają się na sam widok, że ma piłkę w ręku. Niestety, nie ze mną takie numery. Z chłopakami również zdarzało mi się grać... Niestety troszkę go zdenerwowałam i jego rzuty stały się mocniejsze. Helloł! Kobieta na bramce. :D



         Po troszku uświadomiło mi to, że warto walczyć o swoje! Nikt tego za Nas nie zrobi. To czy coś osiągniemy zależy tylko i wyłącznie od Nas. Gdybym nie odważyła się pójść wtedy na pierwszy trening do klubu - nie przeżyłabym niesamowitej  przygody. Nie nauczyłabym się, że bycie szczupłym jest wyłącznie wtedy, kiedy się nic nie je. :) Jadłam wtedy sporo, a i tak chudłam. Tak, taki tam paradoks. A miałam obawy. Chyba, jak każdy przed kolejnym "pierwszym razem". Zastanawiałam się czy nie jestem za słaba, czy wytrzymam przez 1,5 godziny, jak mnie przyjmą dziewczyny z drużyny. Pytań  było mnóstwo. Opłaciło się zaryzykować! Zawsze warto. 


A to przeze mnie przemawia, więc zostawiam do wysłuchania: 


                         Biorę udział w rozdaniu na blogu: http://secretaddiction86.blogspot.com



       

niedziela, 8 lutego 2015

Zawalcz!

    Myślałaś (a może myślałeś) kiedyś, żeby coś zmienić. W sumie nie COŚ, a swoją sylwetkę. Pomyślałeś? Było tak? Postanowiłeś sobie "od jutra". Okej, ale odpowiedz sobie teraz szczerze na pytanie: Ile wytrzymałeś? Dałeś radę? Jeśli tak wielki szacunek i gratulacje. Jeśli jeszcze nie osiągnąłeś tego czego pragniesz, brak Ci motywacji lub teraz postanowiłeś zmienić swoje ciało - ten post jest dla Ciebie! Post będzie skupiał się na ćwiczeniach, ale można podpasywać go po wszystko (przykłady będą nie tylko ze świata fit)
    Oczywiście najważniejszą rzeczą jest systematyczność. Naprawdę wiele razy coś zaczynałam, żeby potem daną rzecz okryły warstwy kurzu. A milion razy było tak z językiem angielskim! Zawsze, ale to zawsze zabrakło mi tego, żeby dzień po dniu wspinać się po szczeblach językowej drabinki. Z ćwiczeniami też tak jest. Ile razy zaczynałeś? Ja sporo. Najgorsze w moim przypadku jest przestać ćwiczyć na kilka dni. Potem naprawdę jest ciężko wrócić na odpowiednie tory. Nie ma czasu, jutro sprawdzian, a tu do domu wróciłeś o 22.00 ... Dni od czwartku do soboty miałam bardzo napięte i nie udało mi się w grafik wrzucić treningu. Może przy odpowiedniej motywacji nie miałabym takiego problemu? Jednak po 11 godzinach stania i chodzenia nie miałam zwyczajnie siły... Albo po wyjściu z domu o 7.20 i wróceniu o 22.00 Zdarza się! Każdemu się zdarza. Najważniejsze, żeby się nie poddawać. Kilka dni nic nie zaprzepaszcza, nadal możesz (a nawet powinieneś) walczyć! Bo kto jak nie Ty?  
      Naprawdę warto! Pomyśl sobie o lecie. Chciałabyś ubrać skąpe bikini? Tego lata będziesz miała okazję, jeśli jest w Tobie krzta motywacji i samodyscyplina. Naprawdę nic więcej Ci nie potrzeba. Co ćwiczyć?  Oczywiście źródłem filmików, opisów ćwiczeń jest internet. O Ewie Chodakowskiej pisałam TUTAJ , o moich ćwiczeniach (rok temu) pisałam TU . Uważam, że już z tych dwóch notek coś wybierzecie. :))


      Co ćwiczę obecnie? Robię dwumiesięczny program Insanity Workout, który prowadzi Shaun T. Zdecydowanie uwielbiam, pisałam nawet w drugim linku, który Wam wstawiłam. Będzie obszerniejsza notka o nim. Dajcie mi trochę czasu! :D Planuję również napisać post o Mel B. Wiele początkujących osób zastanawia się CO. Nie chodzi mi teraz o programy, na których dzisiaj nie będę się za nadto skupiać tylko o to czy cardio czy trening siłowy. Czym one się różnią?
     Cardio ma za zadanie spalać tłuszcz z każdego obszaru ciała. Tak, tak z piersi też. :D Coś kosztem czegoś drogie Panie. Dla tego polecam wszystkim osobą, które mają trochę tłuszczyku. Wiedzcie, że mięśnie będą, ale co nam po nich pod warstwą tłuszczu? Następnie po miesiącu-dwóch można przejść do ćwiczeń siłowych czyli rzeźbiących. Wtedy świetnie można dopracować każdą partię ciała!
      Osobiście moim ulubionym treningiem jest trening pomieszany. To znaczy ok. 10 min szybkiej rozgrzewki, a następnie trochę takich i takich ćwiczeń. Tak, żeby nikt nie był poszkodowany. Na tym chyba najbardziej opiera się Shaun T. A co najważniejsze - daję efekty!
      WAŻNE! Zawsze pamiętaj o rozgrzewce przed ćwiczeniami i rozciąganiu po ćwiczeniach. Bez tego nie ma nawet co myśleć... Kiedy zdarzy się kontuzja - odpocznij kilka dni. Naprawdę nic na siłę! Po co? Chyba nikt nie chcę stracić zdrowia. Pamiętaj o poprawnym wykonywaniu ćwiczeń (wtedy kontuzje nie będą Ci straszne :)) Nie zapominaj o posiłku po ćwiczeniach! Najlepiej niech to będzie coś lekkiego, zawierającego dużo białka! Tłuszcz idzie bardzo szybko się hm... regeneruje, a mięśnie potrzebują na to bardzo dużo czasu. Dlatego warto pamiętać o uzupełnianiu budulca czyli białka. Obuwie! Dla mnie oczywista oczywistość, dla niektórych niestety nie. Nie waż się (zwłaszcza czegoś bardziej intensywnego) ćwiczyć na bosaka. Kontuzji po takim zabiegu można nabawić się multum. Nie zapominaj o zdrowym odżywianiu! Po co robić coś w połowie? Jeśli tak, to nie warto robić tego w ogóle. Nie mówię tu o jednym posiłku dziennie (ma być ich 5!), "dieta" ma być różnorodna, bogata o wszystkie składniki. Słodycze? Jeśli masz ochotę to zjedz, ale nie codziennie i nie po stercie! A najlepiej zamień je na zdrowe zamienniki.
  Odpowiednio dobierz trening do swojego stopnia zaawansowania. Jeśli dopiero zaczynasz - nie ma co się katować. Po co zrobić jeden trening 1,5 godzinny, żeby wszystko zaprzestać na wiek wieków , bo ciężkie, bo trudne, bo głupie? Zacznij od 30min i stopniowo możesz wydłużać czas/zwiększać intensywność ćwiczeń.


Nie mów, że cel wymaga czasu! Czas i tak przeminie. A Ty? Możesz być lepszą wersją siebie!