sobota, 15 listopada 2014

O kobiecie, która ruszyła tyłki Polaków sprzed kanap

           Po raz pierwszy pojawia się tutaj taki długi tytuł. Niestety (albo stety?) stwierdziłam, że ten jest idealny i potem nie mogłam już wymyślić nic innego. Sami ocenicie. :)
           Dzisiaj będzie o nikim innym jak o Ewie Chodakowskiej, której pewnie nie jedna Polka zawdzięcza nie tylko kilkanaście kilogramów mniej, ale również nowe "ja". Czy jestem wśród nich?Nie. Powiem Napiszę więcej - od samego początku, kiedy nastał na nią szał, ja byłam nastawiona sceptycznie. Wtedy ćwiczyłam z Mel B, która może mniej, ale również jest kojarzona w Polsce. Nią naprawdę byłam zafascynowana. 10-minutowe programy, power, który dodaję sił do działania, czegóż chcieć więcej? :D Dlatego nie zaprzątałam sobie głowy jakąś tam Chodakowską. Aż do pewnego dnia, w którym zapragnęłam jakieś zmiany! I przyszedł czas na tak bardzo wychwalaną Ewkę. Jej treningi natomiast trwały około 45 minut. Zdecydowanie (jak dla mnie) byłby zbyt nudne. No jak to powtarzać 3 ćwiczenia 5 razy?! Wykańczała mnie ta monotonia... Nie wytrwałam miesiąca - tak jak sobie postanowiłam. Był to hm... tydzień, dwa? Już nie pamiętam. : )
Przyszedł czas na Shauna T. O Nim już mało kto słyszał. Niesamowity człowiek! Chociaż w trakcie każdego treningu miałam ochotę go zabić. Nie zdarzało mi się to u poprzednich pań. Wykonywałam dwumiesięczne Insanity Workout <do pobrania - klik>  Najpierw treningi miały 45 min i test sprawnościowy co dwa tygodnie (20 minut), po miesiącu czas wydłużył się do ponad godziny. To już dla mnie było stanowczo za długo i za nudno, więc skracałam te treningi. :) Do Insanity Workout zamierzam jeszcze wrócić, ale najpierw muszę sobie kupić matę. Tak na prawdę  po raz pierwszy u niego pojawiły się u mnie prawdziwe łzy potu!


            No, ale pewnie większość z Was pomyśli: "Helloł! Przecież miało być o Chodakowskiej, a ta rozczula się nad jakimś Shaunem..." Spokojnie, już wracam do Ewki! Jak to mówią w przyrodzie nic nie ginie. Po dłuższym okresie czasu wyszło: Turbo Wyzwanie. Jako, iż zaczynało mi brakować pomysłu na trening postanowiłam spróbować. Pierwszy trening (zwłaszcza, że to bodajże po przerwie było) dał w kość. Ale PODOBAŁO mi się! Sama się sobie zdziwiłam, w końcu to była Chodakowska. Na szczęście nie było tysiąca powtórzeń jak w innych jej program. Tutaj jest 8 serii, po 5 ćwiczeń każda, powtarzamy serię 2 razy. :> Zaczęłam też zaglądać na jej profil na facebooku. Byłam bardzo zadowolona z jej wpisów. Niektóre naprawdę motywowały! Zaczęłam wykonywać Turbo Wyzwanie częściej, oraz całkowicie zmienił się mój stosunek do autorki. Turbo Wyzwanie oraz inne programy Ewki do pobrania tutaj: klik
 Czasami naprawdę warto zetknąć się z czymś więcej niż raz, zamiast od razu się zniechęcać. To działa!
             Przechodząc do tytułu  - bardzo się cieszę, że Polacy są postrzegani jako osoby, które dbają o siebie. Uważam, że przed paroma laty było inaczej - nie przykładaliśmy takiej dużej wagi do tego co jemy. A ćwiczenia? Phi. Ewka pokazała zwłaszcza Polkom, że można inaczej. Wystarczy trochę dyscypliny i chęci, żeby ruszyć tyłek z kanapy. A dzięki temu przyjdzie też nam energia na inne obowiązki. Także do dzieła!          

                                                                                                               

wtorek, 11 listopada 2014

O endorfinach słów kilka

      Jeżeli sami o siebie nie zadbamy to nikt tego nie zrobi. Listopad czasem zmian? Czemu nie. Niedawno przez mój bardzo duuuży  (jakiż sarkazm)  pokój... udało mi się wylać wodę z butelki i zalać laptopa! Ja szczęściara taka, klawiatura do wymiany. No cóż woda i głupota kosztują. A czemu tak? No,  bo jest aktywną osobą (potem mi się odechciało), a miałam takie warunki, że biurko-szafa i między nimi metr (o ile nie mniej) przejścia, w którym przychodziło mi ćwiczyć. Woda oczywiście gdzieś musiała stać - laptop też. I wyszło jak wyszło.
       Na szczęście te problemy są już za mną. Dziwnie tak po 17 latach swojej egzystencji w jednym domu nagle go tak zmienić. Przeprowadzka była okej. Uff. Tyle razy z kartonem w tę i spowrotem. Pomieściłam się w szafę (czy jak to tam się zwie) w nowym pokoju. Hm rzeczy jak i książek było zdecydowanie najwięcej. W sumie kosmetyków też mi się zebrał jeden karton. (y) Nosić niestety musiałam wszystko sama - moje biedne plecki wieczorem bardzo to odczuły. A teraz najlepsze! Mam o WIELE większy pokój. *.* Koniec z wieczną ciasnotą, zagraceniem całego pokoju (ta, książkami oczywiście) . Teraz nie będzie możliwości zahaczenia butelki, kiedy ktoś na filmiku będzie chciał, żebym robiła wymachy. Nowa motywacja jak najbardziej na tak! :>


Chciałabym też ją cisnąć w Was. Do czegokolwiek. Nikt nie mówi, że musi być to aktywność fizyczna. Co jednak nie zmienia faktu, ze obniża ona poziom stresu (np. przed maturą jak to powiedziała wychowawczyni jednej z klas :D). dodaję mnóstwo endorfin. Sama czuję, że kiedy wykonam porządny trening czuję się lepiej (nic mnie nie boli, tam trala), jestem weselsza i mi się CHCĘ! Paradoksalnie mam potem siłę na inne rzeczy. A jak już wiecie biorę na siebie dużo. Jednakże niczego nie żałuję i staram się wszystko jak najlepiej wypełniać. Także do dzieła! :) Damy radę, bo kto jak nie My? :)



Doszłam do wniosku, że jednak angielski to nie moja bajka. :) Zwłaszcza, że żaden obcokrajowiec się nie odezwał. Wiem, że to byłoby spore utrudnienie dla mnie i bez pomocy Oli by się nie obyło, a nie każdy zawsze ma czas. I jak ktoś napisał: Zawsze google może przetłumaczyć za nas.
Dziękuję Wam za rady i opinie, to dla mnie niezwykle ważne. 
No i oby zdać tę maturę z angielskiego na te 30% . 

sobota, 5 lipca 2014

Młodzież bez używek!?

           Pytanie czy w dzisiejszym wieku da się żyć bez używek - pospolicie alkoholu, papierosów, narkotyków. Te drugie chyba są najczęstszym problemem. Mam wielkie szczęście, że obracam się w towarzystwie niepalącym. Przynajmniej tym bliższym, wiadomo, że na 23 osoby w klasie zawsze znajdzie się ktoś kto będzie jarał. Zdecydowanie papierosy są tymi, które tępię najbardziej i chyba nigdy nie ogarnę po co je palić. Osobiście widzę same minusy: uzależniają, śmierdzą, są drogie, niszczą zdrowie, cerę. Jedynym plusem może być odreagowanie, ale na to są zdecydowanie inne sposoby -> porządny trening, sprzątanie, ewentualnie czekolada.
           Alkohol? Zdecydowanie przyjaciel każdej imprezy. Okej, okej przyznaję się bez bicia, że święta nie jestem. Zwłaszcza około 3 tygodni temu się nie popisałam. Coś czuję, że będę długo o tym słyszeć. :) Warto, nie warto? Spoglądając na 13latków z piwami, albo na jakieś 18tce ledwo trzymających się na nogach stwierdzam, że późno spróbowałam tych trunków.
            I ostatnia grupa. Moja ulubiona - nie, nie wcale nie pod względem lubości w zażywaniu. Po prostu tutaj każdy może mieć inne zdanie. Miękkie, twarde, ale czy nie każde uzależniają? Czy naprawdę jakby je zalegalizować byłoby lepiej? Nie sądzę, żeby osoby uzależnione kulturalnie szły je kupować do sklepu (o mamo, jak to brzmi) czy raczej szukaliby dilerów, którzy sprzedają im upragniony proszek za niższą cenę? Sądzę, że odpowiedź na to pytanie jest jasna.


             Nie będę pisać nie bierz, nie pal, nie chlaj. Nie o to chodzi. Bardziej o to, żeby te używki nie przesłaniały całego świata, bo za nim się obudzimy skończymy na ławce pod sklepem w śmierdzących ciuchach, na dworcu kolejowym lub w jakieś melinie. Nieczęsto pewnie z HIVem. Nie mówię, żeby się nie napić czy coś tam, ale trzeba zauważyć, że bez tego idzie się też świetnie bawić! I dochodzimy do sedna tej notki. :> 
Dzisiaj miałam okazję uczestniczyć w IX już przystanku PAT czyli Profilaktyka, a Ty. Ogólnie całe przedsięwzięcie organizuje Komenda Główna Policji. Całość trwa kilka dni, ja byłam na Otwartych Warsztatach z Mistrzami. Pierwsze wrażenie? Mega zaskoczenie i zdziwienie. Helloł?! Miało być o profilaktyce... o tym, że nie warto stosować używek. Przez kilkanaście godzin nie usłyszałam o tym praktycznie słowa. Mega atmosfera! Cudowni ludzie. <3 Wybrałam warsztat hip-hop z Branko Bielopotockym. Oczywiście był to strzał w 10, chociaż znając moje wyczucie rytmu to było ciężko, hi hi. Upał, mega zmęczenie, ale jakie zadowolenie! BAWILIŚMY SIĘ BEZ ALKOHOLU. No da się? Pewnie, że się da. Kiedyś, jeszcze zimą (a raczej wiosną, bo ferie jakieś zimowe nie były :)) brałam udział w warsztatach filmowych. Również mega przeżycie, a później z kumplem stwierdziliśmy, jak było świetnie... bez wódki. 
               Ogółem, jeśli młodzież nie ma co robić, nic jej nie interesuje zaczyna sięgać po to co zakazane, dozwolone +18. Po co? ŻEBY SIĘ ROZERWAĆ. Bo jest nudno, a to zawsze jest jakaś odskocznia od szarej, powszechnej rzeczywistości, której większość z Nas nie umie pomalować. A DA SIĘ, SERIO SIĘ DA.

Od lewej: Ola, Branko, ja

Zmęczona Wiola. :DD

niedziela, 12 stycznia 2014

Moje ćwiczenia

      Sprostowanie: Oczywiście miałyście rację co do tego, że kilogram kilogramowi równy. Chodziło mi o to, że kilogram tłuszczu jest większy od kilograma mięśni. Najlepiej wszystko tłumaczy ten obrazek:

  I mamy jasność. Przepraszam za moje złe wyrażenie się. :) 

       Chciałyście wiedzieć o moich wyzwaniach. :) Otóż pierwszym z nich było 30 dni z Mel B i boczki z Tiffany co drugi dzień. Polegało to na ćwiczeniach 6 razy w tygodniu + jeden dzień odpoczynku, którym była niedziela. Ćwiczyłam to: MEL B oraz MEL B + Tiffany  A tutaj macie harmonogram, którą playlistę, kiedy wykonywać. Dużej filozofii nie ma, po prosu każde co drugi dzień. :)) 


       Następnie zabrałam się za 30 dniowy Mix, który skończę we wtorek. :3 Co ćwiczę? Tutaj było aż 7 playlist! Każda na inny dzień tygodnia. Ja zrobiłam sobie takie playlisty, ponieważ bardzo ważne są rozgrzewki przed treningiem i rozciąganie po zakończeniu treningu. I dzięki temu o nich nie zapominam. :) Oto co robię (kolejne treningi są oznaczone alfabetycznie od A-G):

Trening A: KLIK
Trening B: KLIK
Trening C: KLIK

Trening D: KLIK
Trening E: KLIK
Trening F: KLIK
Trening G: KLIK

Gwarantuję, że przy tych zestawach nikt się nie będzie nudził! Filmików jest tyle, że zawsze muszę sobie sprawdzać co akurat mam w planach. *.* Dodaję też rozkład, ale ja sobie go zmieniłam. W sensie, że zrobiłam tylko jeden dzień wolnego i pomieszałam treningi. :) Jak Misz Masz to Misz Masz. ;p 


       A co planuję od 20.01? Planuję spróbować Insanity Workout z Shaunem T. Ćwiczenia wykonuję się w maksymalnej aktywności, które są oddzielone od siebie małą przerwą na wodę. Wyzwanie trwa 2 miesiące, a rozpoczyna się fit testem, który ma na celu pokazanie Nam naszych postępów. Robimy je co dwa tygodnie. W pierwszym miesiącu wykonujemy ćwiczenia cardio, a w drugim przychodzi czas na rzeźbę. :) Jest też jeden dzień na regenerację! Uff. :D Mam nadzieję, że dam radę, ale chyba będę musiała wszystko wykonywać w sypialni rodziców, bo w moim pokoju między biurkiem, a szafą mogę się zabić. To już jest coś bardziej poważnego. ;o Jak można pobrać trening?Najpierw trzeba pobrać program do ściągania torentów: KLIK, a następnie filmiki stąd: KLIK Oto harmonogram: 

      Wszystkim rozpoczynającym swoją przygodę ze zdrowym odżywianiem i ćwiczeniami życzę powodzenia. :* Dacie radę! 












sobota, 11 stycznia 2014

Fit życie

       Jak wiecie (albo i nie wiecie) zawsze uwielbiałam sport. Miałam okazję porządnie się wyszaleć na treningach piłki ręcznej, na wf-ie też się biegało za piłką nożną. :D I tak sobie przyszły czasy szkoły średniej... Wybranie LO, a nie Zamku i dlatego nie mogłam już trenować. A wf? Ło ho. Nie wiadomo czy się śmiać czy płakać. Nie robimy praktycznie nic. No to zaczęłam ćwiczyć w domu! Tak na porządnie zaczęło się 2 miesiące temu z wyzwaniem Mel B + Tiffany na boczki. Opuściłam tylko 1 dzień. Także byłam z siebie bardzo zadowolona i postanowiłam zrobić kolejne miesięczne wyzwanie. Zauważyłam, że one bardziej motywują niż zwyczajne postanowienie "ćwicz" :D Także we wtorek kończę Mix. I od następnego poniedziałku dwumiesięczne wyzwanie: Insanity Workout. Uważam, że być może będzie najcięższe. Najpierw miesiąc cardio -> o tak będą łzy tłuszczu, a potem rzeźba! Wszystko z przystojnym Shaunem T., który (rozczaruję Was!) ma męża. :)

       I o to mam propozycję dla Was drogie Panie, a może i Panowie? :) Nie chcielibyście wziąć udziału w tym wyzwaniu? Może postanawialiście sobie w Nowy Rok: schudnę w tym 2014? Uważam, że do tego nie jest Nam potrzebny Nowy Rok, ale każdy inaczej się motywuję. No, ale jedynie na postanowieniach się skończyło? Mam dla Was propozycję. Z przyjaciółką założyłam grupę dotyczącą Insanity, ale w sumie nie tylko. Najważniejsza jest motywacja do ćwiczeń. Nie ważne co ćwiczymy, ważne, że sprawia Nam to przyjemność. A kto powiedział, że nie można łączyć przyjemnego z pożytecznym? Jeśli jesteście zainteresowanie to wystarczy zaprosić mnie na facebooku: KLIK, a następnie napisać w wiadomości prywatnej, że chcielibyście być dodani do grupy. A potem dodawać motywujące obrazki/filmiki, dzielić się osiągnięciami, treningami! A może nawet wziąć udział z Nami w Insanity Workout? :)) 

Powiem Wam, że same ćwiczenia nie gwarantują sukcesu. Ja staram się zdrowo odżywiać. W sumie zawsze starałam. Nie jadam fast foodów, nie piję gazowanych napoi/przetworzonych soków z kartonika (a wiedzieliście, że takie kartony mogą być rakotwórcze?). Ze słodyczami jest gorzej. Kiedy trenowałam piłkę ręczną mogłam sobie od czasu do czasu na nie pozwolić. Teraz już mniej, ale to nie znaczy, że jak zjem raz na jakiś czas to świat się zawali. Zrezygnowałam z białego pieczywa na rzecz ciemnego. Jeden chlebek 0,5kg wystarcza mi na około tydzień. :) Jem około 4 posiłków, nie jadam kolacji. Kiedyś nie jadłam śniadania, ale za to bardzo obfite kolacje. Co myślałam? Sama nie wiem. Nie tyłam, ale i tak ważyłam za dużo. Najważniejsze jest jeść dużo warzyw, z owocami byłabym ostrożniejsza, bo też zawierają dużo cukrów. :) Obiady jadam tak jak mi dają (niestety nie mam na nie wpływu). Na szczęście prawie zawsze jest zupa tzw. bomba witaminowa. Nie jadam tłusto, nie polewam sosem ziemniaków (ale to będzie od ponad roku). Nie ziemniaki są tuczące, ale wszystkie sosy! 

Ile schudłam? Ostatnio ważyłam się w II dzień świąt i waga pokazała 3,2 kg mniej! Byłam bardzo zadowolona z efektu. Zwłaszcza, że konkretnie ćwiczyć zaczęłam 11.11 :) Także dzisiaj mijają równo 2 miesiące. I musiałabym zainwestować w wagę łazienkową, ale hajsu brak. ._. A z miarą krawiecką się pokłóciłam i przestałam mierzyć. Może kiedyś sprawdzę czy faktycznie obwód poszedł w dół.