wtorek, 19 listopada 2013

Jesienna miłość

     Stwierdziłam, że książka Jesienna miłość Nicholasa Sparksa zasługuję na oddzielny post. Nawet o książkach i ekranizacjach zagadałam się dzisiaj z przyjaciółką i koleżanką ze starszej klasy, że wleciałam spóźniona na matematykę. A i tak już mu podpadłam dając odpisać zadanie domowe koledze z geografii. A on mu je zabrał. Cudownie! Sobie napisałam kartkówkę z geografii, z której otrzymałam buta (liczyłam na 3 ;o) Na szczęście profesorka okazała serce i powiedziała, że wpiszę nieprzygotowanie. Uff! Mam nauczkę. :) I tak stwierdził, że do końca roku będę chodzić z tym chłopakiem na zmianę do tablicy, ha ha.
     Szkołę uczuć oglądałam niezliczoną ilość razy, zawsze dopatrując się jakieś nowej rzeczy, ostatecznie znając wszystkie sceny na pamięć. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że jest to wyreżyserowane na podstawie książki. ;o W sumie nie wiem czemu się dziwiłam, takie dobre rzeczy bez powieści by nie powstały. :> Nie mam też pojęcia dlaczego ubzdurałam sobie, że jest to na podstawie Pamiętnika Sparksa i kilka tygodni chodziłam za tą pozycją. Jakie było moje zdziwienie, kiedy podekscytowana zaczęłam czytać i się nic nie zgadzało! Naprawdę chcielibyście widzieć moją minę. Swoją drogą też bardzo polecam. W końcu zorientowałam się, że po prostu jestem idiotką i przez ten cały czas chciałam: JESIENNĄ MIŁOŚĆ. Kolejne odwiedzenie biblioteki i nawet nie zdziwił mnie fakt, że jest wypożyczona. Pani powiedziała, że jakby co odłoży. Także znowu kilkanaście razy pytania o jeden i ten sam tytuł. Wczoraj się doczekałam! Nawet nie poszłam tam w tym celu, ale kocham zbiegi okoliczności. :))) Miałam ochotę skakać.
      Wróciłam do domu i niestety nie mogłam od razu czytać, bo najpierw czekało mnie kilka spraw przyziemnych. Zaplanowałam sobie czytanie po M jak miłość. :D Czytam: "Najpierw będziecie się uśmiechać, potem zapłaczecie... nie skarżcie się później, że was nie ostrzegałem." Pomyślałam pod nosem, że płacz przy czytaniu to dla mnie nic nowego, więc dam radę. Najpierw zaskoczyły mnie mega długaśne opisy, których nie lubię. Miałam nadzieję, że dalej ich nie będzie. Na szczęście tak też było. Także do jakieś 80 strony może i się uśmiechałam. Potem było sobie gorzej, bo już do końca książki ryczałam. W niektórych momentach nawet literki mi się zamazywały. Oczywiście nie obyło się bez porównywania do filmu. Doszłam do wniosku, że w filmie zastosowano dużo dramatu, dodano wiele scen, a wykrojono niektóre pojawiające się w książce. :) Pewnie, gdyby opisano tak jak to jest w powieści film nie sprzedałby się, bo nie oddałby tych emocji. Jednakże nie umiałabym powiedzieć co jest lepsze książka czy ekranizacja, ponieważ obie na swój sposób są NIESAMOWITE. W sumie nawet nie można ich porównywać, ponieważ wiele rzeczy zostało dodanych. :3

        O czym to w ogóle jest?! Otóż książka opowiada o dwóch siedemnastolatkach - Jamie Sullivan i Landonie Carterze. On z bogatej rodziny, ona jest zwykłą córka pastora. Chodzą ze sobą do klasy praktycznie od zawsze. Landon jednak nigdy jej nie zauważał. Przez nacisk ojca za kandydował na przewodniczącego szkoły. Udało mu się wygrać, ale pojawił się problem. Nie mógł znaleźć partnerki na bal wiosenny. Jego ostatnią deską ratunku była Jamie. Według niego przeciętna, ale nawet ładna gdyby rozpuściła włosy i inaczej się ubrała. Dziewczyna, która pomagała wszystkim dookoła od razu się zgodziła, ale postawiła jeden warunek: "Obiecaj, że się we mnie nie zakochasz." Chłopak sobie pomyślał, że nigdy w życiu i przystał na tę prośbę. W miarę dobrze się bawili. Następnie ona poprosiła go o przysługę. Miał bowiem wystąpić w przedstawieniu grając główną rolę. W jego mniemaniu musiał się zgodzić, ponieważ był jej coś winny. Znajomi się od niego odwrócili, a on coraz bardziej zbliżał się do Jamie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Ciągle miał ją jako zwykłą koleżankę. Przełom chyba nastąpił w dzień premiery. W końcu wyznała mu prawdę...
          Bardzo gorąco wszystkim polecam. I tym, którzy uwielbiają czytać i tym wolącym filmy. Naprawdę nikt się nie zawiedzie. :) I przepraszam, ale nie bardzo umiem pisać recenzję, jednak mam nadzieję, że Was zadowoliłam. ;*


środa, 13 listopada 2013

Wyzwanie

      U mnie dobrze, powiedziałabym, że moje samopoczucie zdobyło by dobrą 8 w skali na 10. :D Jutro czeka mnie sprawdzian z fizyki. Oczywiście liczę na szczęście, bo nie pisałam w pierwszym terminie ze względu na chorobę. To był jedyny miły plusik tego. W ogóle w szkole nie ma na co narzekać. Byłam mega uradowana z planu (3 razy 6 lekcji, 2 razy 7). I zaczęłam chętnie zgłaszać się do tablicy na matematyce. O.o A, że nie było banalnych zadań tylko typowe dla rozszerzenia to często zapisywałam środkową tablicę, dwie boczne i jeszcze raz środkową. Oczywiście na tyle na ile pozwalał mi mój wzrost. No i schylać się też nie będę. Wystarczy, że potem cała lewa ręka jest biała. ^.^ I tak wszystko okaże się czy to rozumiem na klasówce! Ot co.
      A teraz chciałabym przejść do głównego tematu dzisiejszej notki. Wiecie ile kg cukru przez rok zjada przeciętny człowiek? Otóż 50kg. Co daję 27łyżeczek (5g) dziennie. Pewnie nie uwzględnili tego, że ja np. nie słodzę herbaty. I np. nie piję napoi gazowanych, w których w szklance jest 6 łyżeczek cukru! Oto tabelka:


        Zawsze chętnie ćwiczyłam z Mel B, ale było to około 15 min dziennie. W sobotę przyjaciółka wysłała mi wydarzenie, które utworzyło się na facebooku: 30 dni z Mel B + boczki Tiffany! Miałam ponad tygodniową przerwę (choroba), także zmobilizowana postanowiłam spróbować. Zaczęłam w poniedziałek. I niestety musiałam się rozczarować, bo po około 30 minutach mnie zamroczyło i strasznie rozbolała głowa. Dlatego wolałam przestać i odpocząć niż jakbym miała zemdleć itp. A niestety przyszło mi ćwiczyć na bardzo małej powierzchni, (niektóre ćwiczenia ledwo wykonuję, ponieważ potrzeba więcej miejsca, ale daję radę!), także jakby przyszło mi (odpukać) zemdleć to z pewnością porządnie bym się poobijała. A, że po choróbsku byłam osłabiona spasowałam. Na szczęscie wczoraj (2) i dzisiaj (3) dzień przeszły bezproblemowo. :D I mam nadzieję, że tak będzie już do końca! :D 


          Serdecznie chciałabym zaprosić Was do dołączania się. Oczywiście jeśli ktoś ma ochotę i taką potrzebę, bo przecież nic na siłę, a większości blogerek też nic nie brakuję. ;3 Moje ciało jednak nie jest takie jak być powinno, dlatego najwyższa pora coś z tym zrobić. Chciałam też przestać jeść słodycze, ale diabełek nie próżnuję. Dzisiaj zaczęło się niewinnie od imieninowego cukierka, a skończyło na kawałku babki. Ehh. Jutro będzie lepiej! 


CIAŁO SAMO SIĘ NIE ZROBI!